Nietolerancja wśród nerdów

Poznajecie nową osobę – może to być ktoś z pracy, osoba spotkana w parku lub na imprezie. Może to wasz przyszły kolega albo nawet druga połówka. Niezależnie od scenariusza musicie przejść przez etap zapoznawania się. Padają pytania o wiek, miejsce zamieszkania czy o czasy szkolne. Jest jednak jedno pytanie, które może budzić negatywne emocje, napięcie, a nawet stres. Nie, nie jest to pytanie o wzięcie ślubu, to jeszcze nie ten etap, chyba, że spotykacie się z osobą o niepokojąco szybkim tempie planowania wspólnej przyszłości. W takim wypadku radzę uciekać i zmienić adres. Pytanie, o którym piszę jest pytaniem dotyczącym waszych zainteresowań.

Nerd dawny i nerd współczesny

Dlaczego miałoby ono wzbudzać napięcie? Nie twierdzę, że wzbudza je u każdego, ale przyznacie sami, że są takie rodzaje hobby, które wzbudzają wstyd. Wstyd albo raczej reakcję obronną na spodziewany atak. Takim zainteresowaniem nie musi być namiętne czytanie „50 twarzy Greya” czy nacieranie się brokatem i udawanie dziecka nocy. Jest taka kategoria tematów, która wśród ludzi o bardziej popularnych sposobach spędzania czasu, wzbudzać może, lepiej lub gorzej, skrywane pobłażanie. Mowa oczywiście o fantastyce. Że przesadzam? Że te czasy już minęły i teraz wszyscy fantastykę znają, kochają i ubóstwiają? Pozwolę sobie nie zgodzić się z tym twierdzeniem. Oczywiście nie jest tak źle jak w latach 80 i 90, gdy hobby nerda mogło obfitować nawet w siniaki i zbyt wysoko podciągniętą bieliznę.  Nie żyłem w tamtych czasach, czy może nie żyłem pod postacią pozwalającą obserwować i analizować świat, więc nie wiem czy naprawdę było tak źle. Obecnie jednak tamte czasy są często przedstawiane w taki sposób. Dzisiaj mamy do czynienia z trochę innym zjawiskiem.

Gracz siedzi przed monitorem gra w Mario
Wizualizacja retronerda kryjącego się w ciemności ze swoim hobby.

Nerd spopularyzowany

Zanim jednak przejdę do wyłuszczenia swoich przemyśleń, musze krótko zdefiniować co mam na myśli poprzez fantastykę. Użyłem tego słowa z racji braku lepszego, ale zamierzam mówić o wszystkim co nerdowskie, geekowskie czy otakowskie (nerd/geek – osoba, która interesuje się czymś w stopniu, który pozwala określić ją mianem eksperta, słowa najczęściej używane do określenia fanów gier, komputerów i fantastyki, otaku – fan japońskiej popkultury, szczególnie anime i mangi). Czyli zahaczę nie tylko o fantastykę sensu stricte, ale i o sci-fi, komiksy, gry wszelkiego rodzaju, wreszcie o mangę i anime. Mając już za sobą tę niezbędną dygresję wracajmy do tematu.

Wiele dzieł czysto fantastycznych przechodzi do tzw. „mainstreamu” w sposób dość bezproblemowy i łagodny (mainstream – dzieła i fani owych dzieł, które są popularne wśród większości społeczeństwa). Drogę takiemu stanowi rzeczy utorowały filmy pokroju Władcy Pierścieni czy serii o Harrym Potterze. Niedawno mieliśmy Grę o Tron, Wiedźmin od Netflixa przyjął się bardzo dobrze. Mamy cieszący się popularnością nurt komiksowych adaptacji filmowych, a także, jak dotąd nieudane, ale konsekwentnie ponawiane próby adaptacji gier. Także graczy przybywa, bo wszakże prawie każdy gra w coś na smartfonie, w przeglądarce, czy na innym urządzeniu mobilnym. Stąd twierdzenie, że fantastyka ma się obecnie dobrze jest jak najbardziej zasadne. Niestety fantastyka fantastyce nierówna.

Równolegle z akceptacją świata fantastycznego i z jego normalizacją, mamy do czynienia także z innym procesem. Tym procesem jest wyjmowanie poszczególnych tworów z worka rzeczy dziwnych i wkładanie ich do worka rzeczy normalnych. Więc, chociaż proces pierwszego typu zachodzi, to większość zjawisk jakie obserwujemy ma, moim zdaniem, silniejsze znamiona tego drugiego procesu. Władca pierścieni jest cacy, ale już książki mniej znane są dziwne. Granie w FIFĘ jest normalne, ale granie w Personę to trochę takie maniaczenie. Dzieje się tak dlatego, że to co można nazwać nerdostwem nie koncentruje się jedynie na treści zainteresowania, ale także na pewnej wyalienowanej formie tego zainteresowania, na szczególnym zaangażowaniu w nie. Wyjmowanie z worka dziwów sprawia więc, że mimo asymilacji obu światów można podtrzymać iluzję odrębności.  

Nerd rozpracowany

Często gdy odbywa się Pyrkon, największy festiwal fantastyki w Polsce, pojawiają się głosy, że to już nie to, że za dużo rodzin, że to już komercha i ogólnie kicha. Moi drodzy bracia nerdzi, otóż to zawsze była komercha, może kiedyś zarabiało się na tej branży mniej, przez co łatwiej było dostrzec zaangażowanie twórców, ale nigdy samą miłością fanów nakarmić rodziny się nie dało. Skąd więc takie, a nie inne narzekania? Otóż każdy człowiek chce czuć się w jakiś sposób wyjątkowy, każdy więc tworzy w swojej głowie obraz siebie, który musi być różny od obrazu innych – na tym polega wyjątkowość. Dzieje się tak nawet jeśli, w gruncie rzeczy różnice są niewielkie. Jednocześnie człowiek jest zwierzęciem gromadnym i chce także czuć przynależność do grupy. Powoduje to, że dzielimy świat na „my” i „oni”. „My” określa grupę dobrą, „oni” grupę złą. Dlatego fandomy wszelakiej maści narzekają i narzekać będą na rozwadnianie fantastyki przez tzw, „normiki” (normik – określenie, często używane pejoratywnie, oznaczające osobę, której zainteresowania są poularne/mainstreamowe). Jednak z tego samego powodu także szeroko pojęty ogół zawsze będzie miał pewien temat, na który będzie patrzył z lekceważeniem, pobłażaniem lub pogardą.

Nerd wyśmiewany

Obecnie ogół bardziej przychylnie spogląda na fantastykę, niż to bywało drzewiej. Nie oznacza to jednak, że wszyscy są wyrozumiali. Wróćmy do historyjki, o niezręcznym pytaniu, z początku tego tekstu. Skąd w ogóle wzięła się ta opowieść? Otóż autor piszący te słowa już nieraz spotkał się z nie przychylną reakcją na temat swojego zainteresowania nerdowskimi zagadnieniami. Pisownia rozłączna jest tu nieprzypadkowa, nie chodzi mi o reakcję nieprzychylną, a o reakcję która nie jest do końca przychylna, to różnica. Takie: „Dobra, dobra, ale czy masz jakieś POWAŻNE zainteresowania?”. Niby nie jest to jawna wrogość, ale po usłyszeniu tego typu zdania można alergicznie reagować na podobne sytuacje w przyszłości. Wiele osób dalej postrzega ludzi pasjonujących się komiksami czy grami, jako osoby dziecinne lub przynajmniej nie do końca dorosłe. Bo przecież granie w gierki jest dla dzieci, prawda?

Postaci z serialu The Big Bang Theory Wszyscy przebrani są za bohaterów komiksów.
Słowo nerd może kojarzyć się z takim obrazem, jak ten z serialu The Big Bang Theory, rzeczywistość bywa często inna. Nerdzi potrafią kamuflować się lepiej niż myślicie.

Wniosek jest taki, że należy trzymać się swoich pasji, uważać je za cenne i kontynuować ich uprawianie.  Jednak to nie całe przesłanie, z którym chciałbym Was zostawić. Przede wszystkim trzeba być otwartym na zainteresowania innych. Nie należy ulegać mechanizmom psychologii grupowej, dzielić świat na „my” i „oni”. Czy osoba, która codziennie odwiedza siłownię, która słucha tylko RMF FM i szczytem jej kulinarnych fantazji jest powiększony zestaw z McDonalda jest gorsza? Kiedyś myślałem, że tak, teraz wiem, że nie! Najgorszym co możemy zrobić jest zamknięcie się w naszej skorupce rzeczy i aktywności cennych. Nie dlatego, że nie ma żadnej hierarchii i kategoryzacji hobby. Są zajęcia SUBIEKTYWNIE cenniejsze. Są aktywności lepsze DLA NAS. Niemniej, jeśli chcemy być akceptowani, a może nawet wciągnąć innych do naszego świata, musimy być otwarci na światy innych. Najgorszym myśleniem jest natomiast myślenie, że skoro zajmujemy się czymś w pewien sposób alternatywnym to jesteśmy tolerancyjni. Zazwyczaj takie myślenie oznacza, że nie jesteśmy.

Nerd wyśmiewający

Każdy kto interesuje się tematem fandomów dobrze wie, że mówiąc o nich trudno nie natknąć się na skrajnie agresywną postawę. Zawsze znajdzie się grupka osób, która wie co czytać/oglądać powinniśmy, a co zmarnuje nasze życia i wypaczy gusta. Z pasją hiszpańskiej inkwizycji tworzone są listy ksiąg zakazanych, tematów na cenzurowanym i jedynych prawidłowych wykładni postępowania. Dość głośne były afery związane ze szkalowaniem Brie Larson przez odłam marvelowego fandomu. Wiele osób wie, że o Gwiezdnych Wojnach lepiej wypowiadać się w sposób zgodny z fandomową regułą albo nie wypowiadać się wcale. Codziennie jednak mamy do czynienia z mniejszymi przykładami nietolerancyjnego zachowania, w których nie przewijają się wątki rasizmu, czy maskulinizmu.

Scena ze skeczu Monty Pythona Hiszpańska Inkwizycja
Tych Panów nikt się nie spodziewa, niestety wykluczającego zachowania wśród członków fandomu można się spodziewać znacznie częściej.

Na prawie każdym konwencie ogólnotematycznym można spotkać strefę otaku, która jest często omijana przez bardziej zachodnich fanów. LARP’owcy wyśmiewają RPG’owców posługujących się tylko papierem i kostkami – że to zero ruchu, że tylko wymyślanie (LARP – aktywność polegająca na odgrywaniu wymyślonych historii poprzez ich inscenizację, często wykorzystuje rekwizyty i odbywa się w terenie, RPG – aktywność, w której opowieść tworzona jest za pomocą narracji i rzutów kośćmi, bez pełnej inscenizacji). Osoby grające w figurkowe gry bitewne mają zwykłych planszomaniaków za tych gorszych. Że przesadzam i te zjawiska to margines. Nie powiedziałbym, że margines, ale macie rację wyolbrzymiam i rysuję przed Wami sytuację w barwach czarnych i niewesołych. Robię tak jednak dlatego, że chcę nakreślić szerszy obraz zjawiska.

Każdemu bowiem zdarza się westchnąć po usłyszeniu, że koleżanka z pasją ogląda kolejny odcinek brazylijskiej telenoweli zamiast odpalić nowy popularny serial na Netflixie. Sam uśmiechałem się z wyższością, gdy kolega zapytany o to co czyta, przyznał się, że zasadniczo książek nie lubi, ale komiksy pochłania w ilościach hurtowych. Wreszcie mina zrzedła mi nie raz, nie dwa, gdy ktoś powiedział mi, że zespół którego słucham to nie jest prawdziwy zespół [tu wpisz dowolny gatunek muzyczny]. Jesteśmy tylko ludźmi i zachowujemy się po ludzku, a obrona własnego ego jest jednym z bardziej ludzkich zachowań jakie znam.

Nerdów pojednanie

Postuluję więc, by starać się takie reakcje powściągnąć, bo chociaż wykorzenić je trudno, są wpisane w nasz umysł i kiedyś, przed wiekami, miały swoje uzasadnienie ewolucyjne, to obecnie raczej szkodzą. A przecież w zainteresowaniach o to chodzi by się nimi cieszyć i dzielić ze światem. Większości aktywności nie sposób wykonywać w pojedynkę. Wie to każdy, kto kiedykolwiek kupił sobie porażającą wykonaniem, ciekawą tematycznie i nieziemsko grywalną grę planszową… od 3 do 5 osób, z myślą, że jak gra taka fajna to i osoby do rozgrywki się znajdą. Żeby kultywować swoje pasje najczęściej potrzebni są inni ludzie, najlepiej przyjaźni, akcesoria to rzecz drugorzędna. Tak więc Moi Drodzy Czytelnicy, mój apel brzmi idźcie i nerdajcie się!*

*Czy Wy też, Drodzy Czytelnicy, uważacie, że autor nagminnie używa neologizmów i dziwnych wyrazów? Sam zrzucam to na karb lenistwa autora, któremu zwyczajnie nie chce się szukać odpowiednich słów, chociaż on pewnie powiedziałby Wam, że to wyraz kreatywności i elastycznego myślenia. Nie dajcie się oszukać.

Sebastian Sienica

Dodaj komentarz