Dzisiaj chciałbym poruszyć temat dość delikatny, a mianowicie – czy na odbiór dzieł danego autora powinno mieć wpływ życie twórcy. Mam na myśli, w szczególności, te sytuacje, gdy twórczość danej osoby jest ogólnie poważana, natomiast moralność twórcy zostawia wiele do życzenia. Jeśli ktoś mnie zna, będzie wiedział, że fraza „powinno mieć wpływ” użyta wcześniej, nie oznacza, że będę komukolwiek mówił co ma myśleć. Przedstawię jedynie swoje zdanie wraz z argumentami i postaram się rozważyć kilka kwestii.
Autor kluczem do interpretacji?
Oczywistym jest, że do pełnego zrozumienia danego dzieła, potrzebna jest znajomość realiów w jakim dzieło powstało. Sytuacją idealną byłoby, gdyby każdy odbiorca miał czas i chęci aby zgłębiać biografię autora, realia epoki w której żył, filozofię jaką wyznawał itp. W rzeczywistości jednak mało komu chce się to robić, chyba że ktoś jest literaturoznawcą lub naprawdę profesjonalnym krytykiem.
Osobiście uważam, że taka wiedza jest wartościowa, ale jeśli dzieło zostało stworzone tak, że jakąkolwiek wartość ma tylko w powiązaniu z kontekstem w jakim powstało – to jest to słabe dzieło. Słabe dzisiaj – możliwe, że w czasie swojego powstania było arcydziełem, ale jeśli wymaga encyklopedii aby móc zostać zrozumiane, oznacza to, że nie porusza tematów ponadczasowych.
Inną sytuacją jest gdy dany produkt jest niejako wielowarstwowy. Wtedy do zrozumienia głębszych warstw potrzebna jest określona wiedza lub wrażliwość. Jednak można, nie mając owej wiedzy, wyciągnąć z dzieła coś wartościowego, coś z płytszych warstw. Takie twory uważam za najlepsze.
Interpretować można jednak na jeszcze jeden sposób. W 1967 roku Roland Barthes, francuski krytyk literatury, w swoim eseju nawoływał do pominięcia autora jako źródła interpretacji o danym dziele. Koncepcję tę świetnie podsumowuje tytuł wspomnianego eseju – „The Death of the Author”. Sam uważam, że jest to ciekawa koncepcja i nawet jeśli nie zgadzamy się z nią, stanowi dobre ćwiczenie myślowe. Jeśli nie wiedzielibyśmy nic o autorze i kontekście powstania dzieła, to co owe dzieło by nam powiedziało. Jeśli przyjąć postulat śmierci autora może powinniśmy mówić „Dzieło”? Dzieło bowiem może mówić samo za siebie, bronić się lub pogrążyć, bez ingerencji twórcy.
Odbiór widza, a grzech aktora
Interpretacja to jedno, jak już pokazałem są różne stanowiska mówiące jak należy przetwarzać twory kultury (chociaż nauczyciele języka polskiego i tak będą upierać się, że jest tylko jeden sposób). Twórcę i jego twory można jednak odbierać też zgoła inaczej – zwyczajnie wybierając się na seans do kina lub sięgając po książkę. Nie musimy rozbierać filmu czy książki na części i analizować każdego tropu, możemy zwyczajnie czerpać przyjemność z obcowania z pewnym produktem. I tu jednak może pojawić się problem, gdy autor zrobi coś kontrowersyjnego.
Za przykład może służyć chociażby sprawa Kevina Spacey’ego i jego roli w „House of Cards”. Aktor został oskarżony o napaść seksualną. Gdy sprawa ta ujrzała światło dzienne posypały się kolejne zarzuty, a Spacey’ego wyrzucono z obsady serialu. Także w filmie „Wszystkie pieniądze świata”, do którego sceny z udziałem aktora zostały już nagrane, postanowiono zmienić casting. Ostatecznie Kevina Spacey’ego zastąpił Christopher Plummer. Dlaczego tak postąpiono nie trzeba wyjaśniać. Żadna wytwórnia nie chce finansować filmu, w którym gra ktoś oskarżony o coś tak poważnego jak molestowanie. Zwyczajnie nie opłacałoby się to marketingowo. Wbrew pozorom nie każda kontrowersja jest dobra, a wytwórnie nie chcą stracić pieniędzy.
Na sprawę można jednak patrzeć też przez pryzmat zwykłego widza. Oczywiście wielu osobom będzie obojętne to jak zachowuje się dany aktor, dopóki gra dobrze. Jednak spora grupa od razu zmieni swoje nastawienie, nie tylko do danej osoby, ale i do każdego kto współpracuje biznesowo z oskarżoną osobą. Czy to właściwe postępowanie? Jak zwykle nie udzielę jednoznacznej odpowiedzi. Niewątpliwie czyny takie jak molestowanie, oraz każde inne wykroczenie podobnego kalibru, powinny zostać ukarane. Słusznie tego typu zbrodnie budzą odrazę i sprzeciw. Mimo tego uważam, że to nie my jako odbiorcy jesteśmy odpowiedzialni za karanie takich osób. Bowiem wśród każdej większej grupy łatwo o samosąd. Często reakcje wstrętu, odrazy i społecznego ostracyzmu pojawiają się wraz z pierwszym oskarżeniem – bez weryfikacji czy oskarżenie jest słuszne.
Z drugiej strony rozumiem, że ślepa wiara w sprawiedliwość sądów jest naiwnością, a stanowisko sędziego i kata w jednym, to kusząca posada. W każdym z nas są emocje, jeśli emocje mówią mi, że nie chcę oglądać czyjejś twarzy na ekranie, to chociażby aktor ten grał świetnie, a przyczyna moich negatywnych uczuć była niezweryfikowana, nic na to nie poradzę.
Zbyt logiczne spojrzenie na problem
Zawieszając na chwilę kwestie emocji na bok, chciałbym zastanowić się czy prywatne życie twórcy sprawia, że jego twórcze/biznesowe działania są złe. Jeśli w działaniach tych – filmach, książkach, inwestycjach, nie widać śladów jego zbrodni, uważam, że nie. Inną sprawą jest gdy ktoś dopuszcza się gwałtu, a następnie publikuje książkę, w której takie zachowanie promuje, inną gdy pisze np. o astrofizyce. Wtedy w moim mniemaniu powinien zostać osądzony za swoje czyny, przez odpowiednie organy, ale jego twór powinien funkcjonować bez zakłóceń.
Problem pojawia się gdy twórca popełnia występek, a w swojej twórczości go piętnuje. Pomijając wszelkie próby interpretacji takiego zachowania jako rachunek sumienia, czy podświadomą spowiedź, można uznać to za czystą hipokryzję. Dalej jednak uważam, że należy oddzielić dzieło od twórcy, o ile ktoś potrafi tego dokonać. Twierdzę tak dlatego, że głębsze przyjrzenie się postaciom historycznym ujawnia, że wiele autorytetów ma na swoim życiorysie skazy.
Nie zawsze są to skazy wielkiego kalibru, czasami są to tylko podejrzenia historyków, niemniej dla szerszej opinii publicznej nie mają znaczenia. Dlaczego? Bo zazwyczaj to o czym mówię dotyczy postaci z dalekiej przeszłości – Edison, który wykradał wynalazki i patentował je pod swoim imieniem, Einstein, który według niektórych dokonywał odkryć korzystając z dorobku żony, czy nawet święci, którzy zabijali niewiernych w imię Boga.
Ktoś powie, że to inne czasy i inne realia, zgodzę się, ale nie zmienia to faktu, że nasza ocenia nie ma wiele wspólnego z realiami tamtych epok, to najczęściej racjonalizacja. Nasza ocena wynika z postrzeganej odległości tych osób, od nas samych. Na podobnej zasadzie nikt raczej nie przejmie się wypadkiem samochodowym w Malezji, w takim samym stopniu jak zderzeniem w jego rodzinnym mieście. Niezależnie czy w owym zderzeniu ucierpiał ktokolwiek mu znajomy. Wystarczy, że zderzenie w naszej okolicy MOGŁO dosięgnąć kogoś nam bliskiego. Dlatego oceniamy surowiej osoby z naszej epoki, bo nie chcemy żeby coś podobnego zdarzyło się nam, o ludziach z odległej przeszłości myślimy zazwyczaj z większą rezerwą. Trochę w tym hipokryzji, ale tak działa wielu ludzi.
Historia pewnej statuetki
Przed chwilą niejako pominąłem znaczenie kontekstu, teraz natomiast, całkowicie przecząc sobie, zamierzam przywrócić tenże do łask. Bo realia historyczne i kulturowe są ważne, należy jednak pamiętać, że są one informacją o przyczynach, nie usprawiedliwieniem. Fakt bycia prześladowanym w dzieciństwie może być przyczyną zaburzeń, które sprawią, że ktoś popełni zbrodnie, nie oznacza jednak, że napastnik staje się ofiarą.
Mając to na uwadze chciałbym poruszyć sprawę jednego z moich ulubionych autorów – Howarda Phillipsa Lovecrafta. Stworzył on świat mitów, dziwności i grozy, który do dzisiaj inspiruje wielu twórców gier, filmów czy książek. Niewątpliwie Lovecraft dokonał czegoś wielkiego, mamy jednak niezbite dowody w postaci listów pisarza, świadczące o tym, że jego poglądy miały znamiona rasizmu. Nie bez powodu w jego prozie, zło przybiera postać zdegenerowanych kultów składających się z przedstawicieli mniejszości i z imigrantów.
Z tych powodów w 2016 roku World Fantasy Convention postanowiło zmienić wzór statuetki przyznawanej artystom. Jak pewnie domyślacie się Drodzy Czytelnicy, pierwotnie przedstawiała ona popiersie Lovecrafta. Nowy wzór nagrody to drzewo na tle księżyca. Według mnie mało wyrazisty wybór.

Uważam, że ta historia to przykład nieumiejętności oddzielenia autora od jego dzieła, a także nieuwzględnienia kontekstu. Lovecraft żył w latach 1890 – 1937, a jak pewnie każdy może się domyślić, przed tragedią drugiej wojny światowej spojrzenie na równość wyglądało inaczej. Należy pamiętać, że w tamtych czasach ciągle funkcjonowały takie pseudonauki jak frenologia – która twierdziła, że pomiary czaszki mogą pozwolić na określenie cech charakteru człowieka i jego zdolności umysłowych. Do dziś nie brakuje rasistów, a obecnie nauka nie daje podstaw do takich poglądów. Kiedyś świat naukowy nie tyle, nie zaprzeczał selekcji ludzi, ale i wspierał takie poglądy.
Ponownie zadam pytanie, czy to znaczy, że poglądy Lovecrafta były dobre? Oczywiście, że nie. Nie należy ich wspierać i podzielać, ale nie należy także, w mojej opinii, przesadzać i usuwać wizerunek autora z nagrody, która sama w sobie w żaden sposób nie nawołuje do rasizmu.
Podsumowanie
Skąd u mnie traktowanie kontekstu jako tworu, który można przywoływać kiedy jest to wygodne i pomijać, gdy przeczy naszym poglądom? Może tak to wygląda, ale chciałbym raczej pokazać, że kontekst jest czymś co należy rozważyć, ale nie powinien on przysłaniać nam obrazu całości. Jak zawsze myślenie to trudna sztuka, która nie polega na prostych rozwiązaniach. Nie da się, a przynajmniej ja nie potrafię, stworzyć ogólnego wzoru na odbiór dzieła z uwzględnieniem autora. Każdy przypadek jest inny i każdy powinniśmy rozważać indywidualnie.
Oczywiście wszystko co napisałem to tylko moje poglądy, można się z nimi nie zgadzać. Nie udzielam też jasnych odpowiedzi, bo wiem, że w kwestie twórców i ich dzieł często zamieszane są emocje, pieniądze i wizerunek wielkich marek. W całym tym artykule chodzi mi tylko o zwiększenie świadomości pewnych kwestii. Uważam, że przemyślany sprzeciw, poparty argumentami, jest dużo lepszy od ślepego oburzenia wynikającego z atmosfery społecznego dyskursu lub konformizmu względem populistycznych haseł.
Sebastian Sienica
Zdjęcia statuetek pochodzą z:
https://www.wikiwand.com/en/World_Fantasy_Award
http://www.arctera.com/wfa/wfadmin-award-announcement.htm

