Gdy za oknem wiatr hula, jakby chciał zdmuchnąć wszystkie konstrukcje postawione przez człowieka, a deszcz leje z zaciętością, w takich momentach najlepiej jest zostać w domu z książką. Inna sprawa, że teraz pozostanie w domu to najrozsądniejszy wybór, który polecam każdemu, kto może sobie na to pozwolić. W dni o tak ponurej aurze nie sięgam ani po literaturę popularnonaukową, ani po kryminały i horrory rozgrywające się w sceneriach podobnych do tych za szybą. Na takie warunki atmosferyczne preferuję dwa typy książek: literaturę fantastyczną albo podróżniczą. Obie pozwalają uciec w miejsca odległe, gdzie, nawet jeśli jest podobnie nieprzyjemnie, to obrywa się głównemu bohaterowi, nie mnie.
Podróż na miarę podróżnika
Tym razem padło na „Piechotą do źródeł Orinoko” Cejrowskiego. W tej historii Cejrowski opisuje swoją podróż po Wenezueli, podróż do tytułowych źródeł rzeki Orinoko. Dużą część książki zajmuje opis życia na Llanos, południowoamerykańskiej sawannie zamieszkiwanej przez latynoski odpowiednik kowboi. Stamtąd podróżnik wyrusza do, jak sam to nazywa „miasta na końcu drogi”, a następnie do dżungli.

Ten tytuł ma wszystkie cechy stylu Cejrowskiego, z jego plusami i minusami. Dygresji jest sporo, konstrukcja jest raczej chaotyczna, a odbiór komplikuje także fakt, że książka opisuje wyprawę, która odbywa się bezpośrednio po innej podróży. Wiele jest tu więc odwołań do innych książek autora, których można nie pamiętać dokładnie. Mnie jednak taki styl nie przeszkadzał zbyt mocno, bo od razu skojarzył mi się z gawędą, z opowieścią snutą przy ognisku lub w barze.
Takie opowieści mają to do siebie, że są trochę chaotyczne, czasami ktoś przerwie i zapyta o coś, stąd i wiele dygresji. Za takim odbiorem tej historii przemawia także sposób w jaki Cejrowski buduje zdania i łączy je w całość. Jest bezpośrednio, prosto i obrazowo. To trzeba autorowi przyznać, jest postacią charyzmatyczną i potrafiącą zbudować efekt zaciekawienia.
Konsekwentny subiektywizm
Niekiedy jednak ciężko uwierzyć w historie opisywane przez pisarza. Nie w zarysach nawet, a w szczegółach. To także jest jednak cechą gawęd, przyjmuje się je raczej z przymrużeniem oka i ucha, z niedowierzaniem i zawieszeniem niewiary. Upodabnia to relację z podróży, której gatunkowo blisko do reportażu, do opowieści luźno opartej na faktach, inspirowanej jedynie rzeczywistymi wydarzeniami.
Ze stylem podróżnika wiąże się także pewna potencjalna wada. Moim zdaniem niewielka, jeśli ktoś zna twórczość autora, bo w takim przypadku, jeśli oczekuje czegoś innego, po książkę zwyczajnie nie sięgnie i problem z głowy. W książce jest niewiele antropologii w znaczeniu akademickim, a wiele w znaczeniu polowym. Całość to interpretacja Cejrowskiego, który nie stosuje subtelności i nie sili się na obiektywizm. To jego opowieść i jego narracja, więc punkt widzenia zawarty na kartach książki jest jeden, jednowymiarowy i autorski aż do bólu.
Autor, jak większość zainteresowanych pewnie wie, ma specyficzne i kontrowersyjne poglądy. Widać w tej pozycji zarówno szowinizm, mizoginię i retorykę kolonialną. Co więcej autor jasno twierdzi, że tak zwyczajnie jest, świat tak skonstruowano i on ma rację. Jak na kogoś, kto w wielu miejscach bywał i wiele widział, bardzo twarde poglądy.
Odkrywca XIX-wieczny
Ma to także swoje plusy. Dzięki temu książka jest jakaś. Ja to bardzo cenię, w sprawach światopoglądowych w większości z autorem się nie zgadzam, ale nie razi mnie jego narracja, bo zwyczajnie traktuje ją jako inny punkt widzenia, nie mój, a mimo to precyzyjnie określony.

Zdarza mi się oczywiście przyznać Cejrowskiemu rację w niektórych kwestiach, ogólnie jednak raczej nie podziwiam jego idei. Jednak dzięki tak jasno nakreślonej linii poglądów, nie czuję się oszukiwany czy mamiony. Autor ma swoje zdanie, ja mam swoje. Dzięki tej wyrazistości jego opowieści wyróżniają się na tle innych historii. Dodatkowo historie opisywane przez niego są mocno awanturnicze, pasujące raczej do podróżnika z XX, czy nawet XIX wieku. Poglądy jakie głosi też często najpopularniejsze były właśnie w tamtych czasach, co buduje spójną atmosferę książki.
Wszystko co opisałem można odnieść tak do tej historii, jak i do poprzednich dzieł Cejrowskiego. To może być wadą w przypadku powieści fikcyjnych. Świadczy to wtedy o braku umiejętności lub chęci autora do tworzenia w różnych stylach. W przypadku książki będącej swego rodzaju dziennikiem z podróży, jest to raczej konsekwencja. Chociaż jeśli na przestrzeni opisywanych wojaży, autor nie zmienił się na tyle, by było to widoczne w jego pisarstwie, można wysnuć pewne wnioski.
Sebastian Sienica
