Recenzja Umrzeć po raz drugi – Tess Gerritsen

Ostatnio postanowiłem wypróbować pandemiczną promocję Empik Premium, która pozwala tez na odsłuch niektórych książek z oferty Empik Go. „Niektórych” jest tu odpowiednim słowem, bo ilość dostępnych pozycji nie powala na kolana. Jednak zgodnie z maksymą, że darowanej książce, nawet w wersji audio, w strony się zagląda – zabrałem się za odsłuch „Umrzeć po raz drugi” Tess Gerritsen.

Wygórowane oczekiwania i błędne założenia

Świeżo po lekturze „Noża” Nesbø miałem ochotę na skandynawski kryminał. Tu pierwsze rozczarowanie, bo mimo nordycko-brzmiącego nazwiska autorka jest amerykanką, akcja książki także dzieje się w USA. Pomyślałem jednak, że może wcale nie potrzebuję klimatów europejskiej północy by cieszyć się lekturą. To akurat okazało się prawdą, sceneria nie przeszkadzała mi w ogóle. Przeszkadzało mi za to wiele innych kwestii.

Książka to kolejny tom z serii opowiadającej o przygodach bostońskiej detektyw Jane Rizzoli i jej przyjaciółki patolog sądowej Maury Isles. Poza wymienionymi paniami, fabuła koncentruje się także na niejakiej Millie, która jest świadkiem dramatycznych morderstw podczas safari w Botswanie. Może niektórzy zastanawiają się dlaczego nie wymieniłem nazwiska ostatniej z bohaterek. Niestety odpowiedź jest dość smutna – otóż nie pamiętam go, tak jak nie pamiętałem imion głównych protagonistek, one jednak figurują w każdym opisie książki, więc mogłem szybko je odnaleźć.

Irytujące trio

Na swoje usprawiedliwienie muszę powiedzieć, że mój brak pamięci to nie wina postępujących zaburzeń poznawczych – przynajmniej taką mam nadzieję – a naprawdę słabego przedstawienia bohaterek. Cała trójka, z której najciekawsza jest właśnie Millie, prezentuje się dość sztampowo z pewnymi udziwnieniami. Jane to twarda pani gliniarz słuchająca swojej intuicji, a Maura to dociekliwa lekarz kryminalistyki z czymś na kształt rysu obsesyjno-kompulsywnego. Millie to szara myszka, podążająca za mężem, która zmienia się w wyniku przeżytych wydarzeń.

Zrzut ekranu pokazujący książkę Gerritsen w aplikacji Empik Premium Empik Go
Sam serwis Empik Go wygląda całkiem przyzwoicie, są tam wszystkie podstawowe opcje potrzebne przy odsłuchiwaniu plików – tryb ciemny, wyłączenie po określonym czasie, rożne poziomy przyspieszenia itp.

Sztampowość nie byłaby problemem gdyby nie fakt, że bohaterki irytowały mnie swoim charakterem przez większość fabuły. Jane wydaje się zaborcza, zbyt pewna siebie i zbyt nachalna w relacji z Maurą, ta druga ewidentnie nie potrafi stawiać granic, a w dodatku wydaje się przejawiać myśli paranoiczne i obsesyjne, bez żadnego wkładu dla fabuły. Cechy te objawiają się głównie w dialogach, napisanych moim zdaniem dość drętwo. Nie potrafiłem polubić żadnej z pań, a i wśród postaci drugoplanowych nie znalazłem nikogo wartego uwagi.

Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że nie czytałem poprzednich tomów, a także, że fabułę przyswajałem w formie audio, która potrafi mocno wpłynąć na odbiór całości. Znaczenie ma dobranie aktorów głosowych i to jak wypowiadają kwestie. Możliwe, że nie tyle drażniły mnie wypowiedzi bohaterek, a bardziej to jak były prezentowane przez aktorów. Oceniam jednak to co dostałem przez pryzmat tego co mam – i w takiej optyce książka wypada blado.

Dobra intryga ze słabym zakończeniem

Sama intryga jest nawet dość ciekawa, chociaż nie lubię zabiegu zmieniania scenerii co rozdział, jeśli przerzucamy się tylko między dwoma planami. Zawsze wybija mnie to z immersji. Dość dziwne, bo w książkach, w których od początku jest kilka/kilkanaście różnych punktów widzenia na różnych osiach czasowych, nie mam tego problemu.

Niestety zakończenie uważam za napisane bardzo źle. Bez zbędnego zdradzania szczegółów powiem tylko, że głównym złym okazuje się ktoś, na kim oko czytelnika nie ma prawa się skupić, bo przewija się jedynie jako trzecioplanowa figura w odległym kadrze. Naprawdę nie lubię zabiegu: „Mamy podejrzanych A, B i C, ale żeby zaskoczyć czytelnika zabójcą okaże się Y, który jako lokaj przez cały czas podawał im drinki i nikt go wcześniej nie podejrzewał”. To dość leniwy i marny zabieg, mający wprowadzić zwrot akcji. Skoro jednak jako czytelnik nie miałem możliwości domyśleć się kim jest antagonista, nie czuję frajdy z rozwiązania będącego zwyczajnym deus ex machina.

Żeby jednak nie narzekać więcej, muszę przyznać, że sama sceneria prezentowała się ciekawie – szczególnie Botswana i wątek afrykański. Ewidentnie pisarka lepiej odnajduje się w kreowaniu egzotycznych plenerów, niż w opisywaniu amerykańskiej codzienności. Także ogólny koncept na zawiązanie akcji był dobrze pomyślany i na pewno wypaliłby gdyby całość była zrealizowana lepiej warsztatowo.

Ostatecznie książki nie mogę polecić, przynajmniej w formie audiobooka. Rozczarowałem się, chociaż czasu spędzonego na odsłuchu nie uważam za całkowite marnotrawstwo, ponieważ, jak wspomniałem, autorka miała kilka dobrych pomysłów, które odpowiednio przerobione mogą przydać mi się podczas prowadzenia sesji RPG – tyle dobrego.

Sebastian Sienica

Dodaj komentarz