Po odsłuchu niezbyt udanego kryminału przyszła kolej na kolejną książkę z oferty Empik Premium. Tym razem postanowiłem sięgnąć po „Rekina z parku Yoyogi” Joanny Bator. Nazwisko autorki jest dość popularne. Jej poprzednia książka o kraju samurajów „Japoński Wachlarz” to jedna z głośniejszych pozycji na ten temat. Pozycja trzeba nadmienić dość kontrowersyjna, bo o ile dość popularna wśród amatorów wschodnich klimatów, to przez profesjonalnych podróżników, japonistów i ludzi w Japonii osiadłych uznawana za mało rzetelną. Przynajmniej tyle słyszałem o twórczości Pani Bator przed sięgnięciem po „Rekina”. „Wachlarza” jeszcze nie czytałem, chociaż jest na mojej liście pozycji do pochłonięcia, a i w Japonii nie byłem, więc nie będę dawał wiary niesprawdzonym plotką, ale prawdą jest, że po lekturze „Rekina z parku Yoyogi” jestem w stanie zrozumieć zarówno popularność książek autorki, jak i zarzuty dotyczące nierealistycznego obrazu kreowanego w tych pozycjach.
Piękne żywopłoty
Omawiana książka stanowi zbiór felietonów, które łączy temat Japonii, chociaż pisarka w wielu z nich przemyca także refleksje szersze, dotyczące ogólnych zagadnień i kondycji obecnego świata. To akurat uważam za spory plus – felieton powinien, moim zdaniem, z jednej strony, mieć określony przedmiot rozważań, ale z drugiej, to forma najbliższa swobodnym wynurzeniom przy szklance czegoś mocniejszego, więc powinna zawierać także dygresje i charakterystyczny, dla wypowiadającego się, sznyt.

Joanna Bator ma naprawdę piękny styl komponowania zdań, dość poetycki, ale jednak zrozumiały. Niestety, nie wiem czy to wina tego, że akurat nie byłem w nastroju na taką formę wypowiedzi czy może jednak pisarka obiektywnie „przedobrzyła”, ale w tej konkretnej książce wiele razy mi to przeszkadzało. Zazwyczaj lubię tego typu zabiegi pokazujące zabawę mową, ale tutaj, miejscami miałem wrażenie, że autorka zapycha słowem strony, bo kwieciste metafory niewiele wnosiły, a jedynie odwlekały przejście do sedna. Nie działo się tak za każdym razem, czasami zabiegi literackie trafiały w punkt, ale kiedy indziej irytowały. To oczywiście bardzo subiektywna kwestia, ale dostrzegłem ją wyraźnie, więc o niej donoszę.
Rzędy identycznych ławek
Po zaprezentowaniu opinii na temat formy, czas przejść do omówienia treści. Tutaj także mam dość mieszane odczucia, chociaż raczej przeważają te pozytywne. Joanna Bator nadmienia, że w Japonii, w sumie, spędziła około 4 lat, ale że nie pracowała tam i nie żyła typowym życiem migranta. To widać i to dość mocno. Jej felietony, ani nie przypominają reporterskich relacji z miejsc, jedynie liźniętych pobieżnie, przedstawianych z perspektywy zewnętrznego intruza, ani nie są do końca relacją osadnika łączącego światy, ale zakorzenionego już niejako w tubylczym miejscu. Pisarka stoi gdzieś pomiędzy i właśnie to pomiędzy mnie uwierało.
Mamy więc poruszone typowe tematy niezbędne w każdej popularnej relacji o Japonii – jest trochę o otaku i biznesie mangowo-animowym, jest trochę o samobójcach z Aokigahary, coś o sakurze i piknikach pod kwitnącymi drzewami, swoje miejsce w książce znalazły automaty z majtkami, cosplayerzy, lolity i hikikomori. Dla kogoś, kto nie jest oczarowany Japonią, te tematy mogą być nowe, ale wystarczy chociaż podstawowy poziom zainteresowania Krajem Kwitnącej Wiśni, o co nietrudno w dzisiejszych czasach, a każde z zagadnień okaże się oklepane do bólu.
I nie tak kręte chodniki
Oczywiście do nawet najpowszechniejszych tematów można podejść od interesującej strony i tu robi się znacznie ciekawiej. Nie, Joanna Bator nie wywraca świata do góry nogami, nie odkrywa nowych prawd i nie zmienia diametralnie optyki związanej z wymienionymi hasłami, ale jednak zawsze dodaje do tematu kilka groszy od siebie. Widać, że autorka ma wykształcenie kulturoznawcze i filozoficzne. Prosty opis zjawisk łączy z rozważaniami o sens pewnych zachowań, o właściwość patrzenia na zjawiska z naszej, zachodniej perspektywy. Robi to w sposób bardzo zręczny, ani nie nudzi przydługimi wywodami, ani nie przeskakuje po łebkach po zagadnieniu.

Chociaż jak powiedziałem, autorka prezentuje różne punkty widzenia, odniosłem wrażenie, że do niektórych kwestii jest bardziej uprzedzona niż do innych. Może to tylko wrażenie, ale czasami wydawało mi się, że otwartość pisarki jest tylko pozorna. Inną kwestią jest także sama długość felietonów. Jest ich stosunkowo dużo jak na objętość książki, większość, może poza tematem otaku, traktuje o zupełnie innych tematach. Co za tym idzie, mimo iż pisarka jak na tę długość tekstów, przedstawia zadowalające omówienia, to jednak całość jest raczej przeglądem zjawisk niż ich dokładną analizą. Zabrakło mi skupienia się na kilku najciekawszych kwestiach, zamiast przysłowiowego ciągnięcia wielu srok za ogon.
Koniec końców mogę jednak polecić książkę ludziom, którzy na tematy Japonii niewiele wiedzą i chcą sprawdzić, czy znajdą coś dla siebie w tej całej modzie na Azję. Także Ci, którzy lubią ładne stylistycznie wypowiedzi – swojego rodzaju potoki myśli – znajdą coś dla siebie. Wyjadacze tematu i Ci którzy szukają naprawdę głębokich rozważań, mogą się rozczarować.
Sebastian Sienica
Źródła:
- Zdjęcie Joanny Bator: Hartmut Salmen hartmutsalmen.de
- Zdjęcie parku Yoyogi: Shinjiro Yoyogi Park
