Zabójca pod krawatem – recenzja gry HITMAN z 2016 roku

Na blogu miało być różnorodnie, a jak dotąd nie było jeszcze żadnej recenzji gry komputerowej. Nie jest to spowodowane tym, że w gry nie gram, bo jest wręcz przeciwnie – gram i to dużo. Jestem jednak fanem tytułów raczej popularnych i pierwszoligowych, niż gier niezależnych. Tytuły AAA natomiast, mimo całej mojej sympatii do nich, często są po prostu odtwórcze i schematyczne. To wbrew pozorom nie taki wielki problem, jeśli mówimy o samej rozgrywce, bo ta dalej potrafi bawić i przykuwać do klawiatury, ale jeśli już chodzi o opisywanie wrażeń jest dużo gorzej. Za każdym razem musiałbym wysilać się na zabiegi stylistyczne mające ukryć fakt, że zasadniczo piszę o tym samym, tylko w trochę innych ciuszkach. Z tego powodu do tej pory o grach nie było wiele. Dzisiaj jednak nadszedł czas, by to zmienić.

CODENAME 47

Zamierzam opisać tutaj grę HITMAN z 2016 roku. Od razu wyjaśniam skąd pisownia w całości wersalikami. Produkcja, o której będzie mowa, jest kolejną częścią serii, która liczy sobie już 8 tytułów (przynajmniej tych głównych, zdaje sobie sprawę, że wyszły także poboczne odsłony na telefony). Mimo że nie jest to żaden reboot, ani nawet remake poprzedniej odsłony, to twórcy postanowili zasygnalizować wejście serii w nowoczesność nie dając jej żadnego podtytułu, ani nawet numerka. Nie mogę pisać także, że jest to ostatnia z części, bo tak nie jest, gdyż w 2018 wyszła kontynuacja – Hitman 2. By ułatwić sobie rozróżnienie tematu recenzji, od poprzednich odsłon, a także kierując się pisownią używaną w materiałach promocyjnych, będę stosował majuskuły.

Zdecydowałem się na recenzję tej gry, ponieważ HITMAN to z jednej strony naprawdę popularna marka, ale z drugiej produkcja posiadająca dość wiele unikalnych mechanik. Jest więc szansa, że pisząc o Cichym Zabójcy nie będę powielał frazesów zasłyszanych tu i ówdzie. 

Okładka soundtracku do gry Hitman Blood Money
O sentymencie jakim darzę tę serię może świadczyć fakt, że wykonanie utworu „Ave Maria” z części o podtytule „Blood Money” uważam za jedyną słuszną aranżację.

HITMAN, nie jest pierwszą grą z cyklu, którą ograłem, ale od podejść do poprzednich odsłon dzieli mnie już kilka lat i mgła niepamięci. Nie grałem w tamte tytuły na premierę, ale i tak było to dawno. Zapamiętałem jednak, że sam gameplay przypadł mi do gustu, chociaż może w tym przypadku lepiej mówić o mojej interpretacji gameplay’u. Dlaczego tak? Otóż w każdej produkcji z serii wcielamy się w płatnego zabójcę, który ma zabić swoje ofiary w możliwie najbardziej profesjonalny i subtelny sposób. Ja natomiast podchodziłem do poprzedników HITMANA jak do typowych strzelanek – metodą prób i błędów, a z czasem nawet z odrobiną właściwego podejścia do rozgrywki, udawało mi się przejść większość odsłon cyklu.

SILENT ASSASSIN

Subtelny sposób wykonania misji oznacza, że najwyżej punktowaną metodą na wykonanie misji jest pozostanie niewykrytym, eliminacja tylko i wyłącznie zleconego celu i ulotnienie się bez wykrycia. Oczywiście można podejść do misji w sposób mniej finezyjny, jednak należy pamiętać, że to nie gra o Rambo, a nasz (anty)bohater, mimo że sprawniejszy od innych ludzi, nie jest żadnym superbohaterem i dość szybko ginie w otwartej konfrontacji.     

Wbrew pozorom jednak seria Hitman, nie jest skradanką. Jeśli ktoś niezaznajomiony z cyklem wyobraża sobie, że to produkcja pokroju Commandos, serii Thief, czy nawet Dishonored, to grubo się rozczaruje. Oczywiście mamy możliwość skradania – jednak służy ona zazwyczaj do podejścia od tyłu do strażnika i ogłuszenia go, nie zaś do przemykania po całych mapach. Skoro jednak nie jesteśmy niewykrywalnym złodziejem, którego przyjaciółmi są cienie, mroki i skrzynki poustawiane, w wyniku dziwnego zrządzenia opatrzności, tak by dało się za nimi schować, to w jaki sposób mamy zbliżyć się do celu? Najlepiej pozostając na widoku.  

Sala imprezowa w pałacu w misji w Paryżu
Ilość osób generowanych na mapach w grze jest naprawdę imponująca.

Wizytówką całej serii i atutową sztuczką naszego protagonisty – Agenta 47, jest przebieranie się za wrogów lub postronnych, ale uprawnionych do przebywania na danym terenie, ludzi. Mechanizm jest prosty – potrzebujemy dostać się do kuchni, musimy znaleźć kucharza, najlepiej w ustronnym miejscu, lub ewentualnie zwabić go do takiego, następnie ogłuszyć go, schować gdzieś nieprzytomne ciało, przebrać się w jego strój i wmaszerować do pożądanego pomieszczenia głównym wejściem. Że niby głupie to i naiwne – tak, jak większość umownych mechanik w grach, ale na poziomie rozgrywki daje niesamowitą radochę i tworzy pole do kombinowania. Żaden strój bowiem nie daje dostępu do całości terenu, który musimy spenetrować.

Contracts

W HITMANIE wprowadzono dodatkowo mechanizm przełożonych, którzy potrafią odróżnić swoich podwładnych, i których powinniśmy się wystrzegać, gdyż szybko zdemaskują nasze przebieranki. Prowadzi to oczywiście do kuriozów, gdy stróżujący, w jednym pomieszczeniu ze swoim kompanem, gwardzista nie zauważa, że ten zniknął przed chwilą w toalecie i wyszedł już z inną twarzą, za to szef straży, mający pod swoją komendą 20 chłopa, z drugiego końca sali spogląda na nas podejrzliwie i jeśli nie usuniemy mu się sprzed nosa wywoła alarm. Jednak trzeba pamiętać, że jest to gra, a dobra mechanika to taka, która sprawdza się w rozgrywce, a nie taka, która jest ultra-realistyczna.

Przebieranki Agenta 47 przeszły już zresztą do szerszej świadomości, tak samo jak inne jego cechy charakterystyczne – łysina, kod kreskowy na potylicy, czerwony krawat i garota jako główne narzędzie mordu. Wizerunki Cichego Zabójcy można zobaczyć na wielu konwentach i imprezach branżowych, nie tylko jako przebrania, ale również wśród gadżetów na stoiskach. Oczywiście popularnością ustępuje takim ikonom gamingu jak Lara Croft, ale zaryzykuje stwierdzenie, że wizerunek śmiercionośnego łysola kojarzy każdy gracz, nawet jeśli nigdy nie grał w żadną odsłonę serii.

Absolution

Twórcy HITMANA są świadomi charakterystyczności bohatera swojej produkcji – zarówno w tym pozytywnym, jak i tym trochę prześmiewczym sensie. Z jednej strony w grze mamy wszystko, co czyni Agenta 47 tak kultowym. Możemy starać się wykonać misje w klasycznym garniturze, ba nawet wiele wyzwań polega na takiej eliminacji celu. Nasz zabójca mówi odpowiednio niskim głosem, a przy wychodzeniu z lokacji możemy podziwiać jak powolnym krokiem opuszcza miejsce zbrodni.

Z drugiej strony w kilku miejscach pojawiły się żarty na temat podobieństwa niektórych postaci do naszego agenta. Bo przecież wcielić się w anonimowego lokaja to jedno, ale wyjść na wybieg mody, tak żeby nikt nie poznał, że nie jesteśmy znanym modelem – można tylko wtedy, gdy mamy twarz bardzo podobną do podmienionego. Ten dowcip pojawia się także w innej misji, gdzie jedna z osób, za które możemy się przebrać robi operację plastyczną, by upodobnić się do – nie zgadniecie – modela, który występował we wcześniejszym etapie, i którego jesteśmy wizerunkowym bliźniakiem.

Taka samoświadomość i zręczne operowanie humorem jest bardzo na miejscu, bo seria ma już swoje lata i pozbawienie jej charakterystycznych elementów mogłoby nie przypaść do gustu fanom. Także śmiertelnie poważne traktowanie umiejętności wtapiania się w otoczenie postaci, która wyróżnia się z tłumu z daleka, psułoby moim zdaniem klimat. Zwłaszcza, że ten jest wręcz fenomenalny.

Blood Money

Kampania to właściwie zbiór sześciu misji, które luźno łączy głębsza historia. Tym co pięknie buduje świat zabójców w tej odsłonie jest projekt poziomów. Każdy z nich jest unikatowy i odmienny – od wielkiej rezydencji w Paryżu, przez włoską zabytkową wioskę, po nowoczesny zamknięty kompleks szpitalno-uzdrowiskowy dla bogaczy. W każdym etapie środowisko zostało zaprojektowane z pieczołowitością i smakiem. Grając w HITMANA, teraz w dobie epidemii i kwarantanny, mogłem poczuć się jak na wirtualnych wakacjach. Efekt potęgowała tylko piękna oprawa graficzna, a muszę nadmienić, że z powodów sprzętowych i tak nie grałem na ustawieniach maksymalnych.

Także interfejs i sterowanie wspierają wczucie się w postać. Każdej akcji przypisano osobny przycisk, zrobiono to całkowicie celowo, gdyż gdyby nie to rozwiązanie łatwo byłoby spalić swoją przykrywkę wyciągając broń przy świadkach lub próbując ogłuszyć przeciwnika zamiast do niego zagadać (jest to możliwe niestety tylko w kilku oskryptowanych przypadkach). Co więcej, jeśli ktoś chce zwiększyć swój poziom immersji może wyłączyć konkretne elementy interfejsu, pominąć wskazówki (tak zwane możliwości), które sugerują nam sposób podejścia do ofiary i tym samym na własną rękę kombinować jak najlepiej wykonać zadanie.

Zachód słońca w misji w Bangkoku
Piękny widok zachodu słońca w misji w Bangkoku – szkoda tylko, że rozgrywając poziom nie doczekamy się nocy.

Gra zresztą mocno stawia na eksperymentowanie, podchodzenie do misji ponownie i zabójstwa za pomocą odmiennych narzędzi. Po każdej misji jesteśmy oceniani i dostajemy rangi mistrzostwa, które odblokowują nowe bronie, lokacje startowe i skrytki, gdzie możemy przemycić wielkokalibrowe pukawki.

Niestety takie podejście może być zarówno plusem, jak i minusem całej gry. Z jednej strony daje to sporo możliwości swobodnej zabawy, z drugiej usprawiedliwia niewielką długość gry. Tak, plansze są całkiem spore, ale jednak ciągle jest ich tylko sześć. Jeśli ktoś nie chce ponawiać podejść, by szlifować swoje umiejętności, rozprawi się z grą dość szybko. Nie pomaga nawet edycja GOTY, która ma kilka dodatkowych etapów, te jednak są jedynie reskinami poprzednich miejscówek. Ta sama lokacja, ale inne cele i pora dnia (w trakcie misji niestety nie uświadczymy zmian cyklu dobowego czy pogodowego).

Z powodu długości gry nie mogę polecić jej po regularnej cenie, która obecnie, na platformie Steam wynosi około 270 zł za edycję GOTY. Ja sam kupiłem ją na promocji za trochę ponad 40 zł – to znowuż o wiele mniej niż gra jest warta, niemniej normalną kwotę, której się od nas wymaga za zakup, uważam za wygórowaną. Grę można kupić także w pakietach – każda z misji osobno. Jest to pokłosie epizodycznego systemu wydawniczego w jakim ukazywała się produkcja.

HITMAN

Jako zwieńczenie tej recenzji muszę przyznać, że mimo umowności rozgrywki bawiłem się przy HITMANIE wybornie. To naprawdę kawał porządnej gry, która dodatkowo wzbudziła u mnie trochę sentymentu względem poprzednich odsłon. Produkcja pozwala zwiedzić piękne regiony i wcielić się w postać charakterystyczną i kontrowersyjną z powodu swojego fachu, ale i metod. Nie o każdej grze można powiedzieć, że ma ciekawy świat, bohatera i mechanikę – ta ma.

Sebastian Sienica

Dodaj komentarz